Login Hasło

Załóz konto | Zapomniałem hasło

Natalia Oreiro: Uwodzicielska kobieta pod anielskimi skrzydłami


tekst: Robert Aronowski i Rafał Odrzywałek

"Mam tą suknię z lateksu, którą kupiłam w Amsterdamie i żel, który sprawia, że świeci. Chcecie bym ją przymierzyła?" pyta Natalia tuż przed rozpoczęciem wyczerpującej sesji zdjęciowej, w której postanowiła wcielić swoje piękne ciało w jedną z postaci jakie najlepiej jej wychodzą: kobiety fatalnej. Już jest, czeka w pokoju, rozciągnięta i wypięta w górę, kusząc swoją posturą. Wygląda jak lubieżna Kate Moss po nocy pełnej ekscesów i narkotyków, czy też Betty Page, psotna dziewczyna składająca niedwuznaczne obietnice. Natalia bawi się w uwodzenie i z każdą sekundą co raz lepiej jej to wychodzi. Bo kiedy chce, Oreiro potrafi być prawdziwym demonem.

"Prowokująca i łamiąca prawo, to tylko pozory czy taka po prostu jesteś?", pytam. "Próbuję się nie zanudzić i robić rzeczy, które zaskoczą nie tylko innych, ale przede wszystkim mnie samą. Moja mama zawsze mówiła, że kiedy byłam mała, bawiłam się sama i nigdy się przy tym nie nudziłam. Zawsze staram się stworzyć swój własny świat, który będzie mnie bawił i pociągał. Jestem osobą nadpobudliwą. Jestem taka, jaką mnie teraz widzisz. A może za chwilę zobaczysz kogoś całkiem innego. Wszystko zależy od tego na ile się odważę. Kiedyś, jeden z dziennikarzy powiedział mi, że niektóre z moich zachowań czy wypowiedzi są sprzeczne. Chciał wiedzieć, czy ja też taka jestem..."

- A jesteś?
- Oczywiście. Jednego dnia wstaję i mam ochotę na to, a następnego pragnę czegoś całkowicie przeciwnego.

- Co cię najbardziej pociągało w kobietach pokroju Marilyn Monroe?
- Uderzało we mnie całe piękno jakie od niej biło. Nie miałam jednak pojęcia w jakim piekle żyła, ponieważ anielski blask i nieziemska seksowność wszystko przykrywały. Była mieszanką anielskości i diabelskiej samotności. Ja też mam wiele z tych cech. Potrafię być czuła i wrażliwa, ale też wzbudzać odważniejsze uczucia, prowokować.

- Wobec męża również stosujesz tego rodzaju zagrywki?
- Lubię kiedy Ricardo widzi mnie seksowną, ale mam też ochotę na czułości, pieszczoty i dziecięce zabawy. Uwodzicielskość to przede wszystkim kwestia usposobienia. Mogę założyć coś bardzo prowokującego, ale jeśli tego odpowiednio nie połączę, efekt może być żałosny. Czasami nawet zwykłe dżinsy i jakaś koszulka wystarczą, aby być seksy. Nie można się jednak w ten sposób zachowywać cały czas (śmieje się). Są dni, kiedy nie nadaję się do tego.

-  Jesteś wtedy mniej efektowna?
- Tak, po części. Moja najlepsza przyjaciółka mówi, że moje ciało jest jak u typowej Brazylijki. Nie lubię zachowywać się nienaturalnie tylko dlatego, aby się komuś przypodobać. Jestem zdania, że idealny stan jest wtedy, kiedy stoimy nago.

- To znaczy?
- Widzisz (wybucha śmiechem)... Ciało ludzkie jest najpiękniejsze na świecie i bardzo cenię sobie wolność ciała i ubrań. Nie lubię uniformów ani też ograniczeń.

- Przychodzi jednak czas kiedy trzeba się zabawić. To oczywiste, że potrzebujesz wtedy dobrej wymówki, aby pokazać trochę ciała. Nie pamiętam jednak żebyś rozbierała się w telewizji czy kinie.
- Praca to coś innego. Raz zaproponowano mi zagranie w filmie, z dość odważnymi, nagimi scenami. Pamiętam jak reżyser zapytał "Ale co jest? Nie masz odwagi?". Odpowiedziałam mu, że tu nie chodzi mi o moje ciało, ale o samo bycie obiektem pożądania, które najmniej mnie pociąga. Lubię być kobieca, mieć swoją osobowość. Mam dość silny charakter i rozbieranie się jest nie dla mnie. Jestem aktorką, nie żyję z ciała, ale z emocji, jakie mogę przekazać.

- W ciągu ostatnich lat udało ci się zdobyć sławę i uznanie ludzi na całym świecie. Czy uważasz, że oni postrzegają cię tak samo, jak ty siebie?
- Nie chcę by zabrzmiało to zbyt "pedantko", ale to co sobie o mnie myślą najmniej mnie interesuje. Krąży wiele różnych teorii nie mających żadnego związku z tym kim jestem. Bawi mnie gdy widzę ludzi, którzy nie przestają podążać za mną by dowiedzieć się co robię i jak się czuję. Jestem osobą otwartą i towarzyską, ale potrzebuję też samotności. Oboje z Ricardo nie wychodzimy razem i chronimy swoją prywatność. Wiem, kim jestem i mój mąż również.

- "Niech gadają co chcą"?
- Nie wiem... Ludzie mówią mi to, co widzą i nie tylko mężczyźni, ale również kobiety. "Ach, myślałam, że jesteś wyższa, niższa, grubsza". Publiczność zawsze sobie coś wyobraża. Widzą cię w telewizorze i dopisują całą resztę. Do mnie, już jako dziecko, nigdy nie docierała ta strategia. Nigdy nie powiedziałam "Zrobię to, aby inni tak o mnie myśleli". Zawsze dążyłam do tego, by być po prostu sobą. Osoby, które się ze mną zetknęły, moi przyjaciele, partnerzy, byli ze mną naprawdę, a nie tylko ze swoim wyobrażeniem. Czasami, my kobiety mówimy "Zrobię jakiś ruch i poczekam na efekt, bo jak mu powiem, że go kocham to sobie pomyśli...". Ja, kiedy się zakochuje w kimś, mówię to bez ogródek. Może sobie myśleć "co ona robi z tą miłością?", ale taka już jestem.

- A jeśli jest na odwrót? I chociaż jesteś mężatką, mężczyźni próbują cię poderwać?
- Tak. Jakiś czas temu jeden typ zbliżył się do mnie i choć powiedziałam mu, że mam męża, on dalej nalegał "Nie ważne - powiedział - jestem przygotowany by ponieść tego konsekwencje". Dodałam, że go nie rozumiem a on "Wiem, że tak". To mnie zaskoczyło. Od kiedy byłam nastolatką zdarzało się, że niektórzy zbliżali się do mnie by powiedzieć coś takiego, ale nigdy tak bezpośrednio.

- Ricardo o tym wie?
- Tak, opowiedziałam mu o całym zdarzeniu i był spiorunowany. Na początku bałam się do tego przyznać, ale później się odważyłam... Nie chcę by on opowiadał mi o tym jakie propozycje składają mu inne dziewczyny, które go prześladują. Wolę nie wiedzieć, jednak tym razem czułam się z tym źle i dlatego mu powiedziałam.

- W związkach są sekrety, których się nie dzieli?
- Tak, ale nie tylko w związkach. Są takie rzeczy o których nikt nie wie i o których nie opowiedziałabym nawet na terapii. Są też takie, które pewnego dnia ujrzą światło dzienne lub o których z czasem zapomnę.

- Co ci się podoba u Ricarda?
- To idealny mężczyzna, o bogatym wnętrzu, prawdziwy towarzysz. Kiedy go o coś pytam, zawsze mnie słucha i nawet jeśli nie ma o czymś pojęcia to stara się z całych sił mnie zrozumieć. Martwi się o mnie, dba o mojej zdrowie i na dodatek świetnie gotuje. Co więcej mogę powiedzieć? Zawsze powtarzam, że jeśli w naszym związku coś wymaga poprawy to tylko mojej winny, nie jego. Ja jestem tą która musi więcej nad sobą popracować.

- Bywasz nieznośna?
- Nie wiem (śmieje się). Przecież jestem kochana, nie widzisz?

Widząc ją tak ponętną i szybko mówiącą oraz mając na względzie ilość projektów zrealizowanych tylko w ubiegły roku wyobrażam ją sobie jako kobietę "hiperaktywną", wieloczynnościową, która nie znana słowa stop. Tylko w przeciągu ostatnich miesięcy:  zgrała główną rolę w dostępnej w Internecie telenoweli Amanda O, wystąpiła w filmie Música en espera, grając kobietę w dziewiątym miesiącu ciąży u boku Diega Peretti. Zaś teraz kręci kolejny w film No necesitamos a nadie, razem ze swoją  przyjaciółką Mónicą Ayos (znaną z roli Turci w Jesteś moim życiem). Tym razem sprawdza się w roli dramatycznej, całkiem odmiennej od tych z jakimi miała styczność dotychczas albowiem wciela się w postać matki dwunastoletniej dziewczynki, zmagającej się trudną sytuacją ekonomiczną i słabością do alkoholu. "To postać z marginesu" - komentuje. Potrzeba ogromnego wysiłku, aby móc sobie wyobrazić osobę o wiecznym uśmiechu na twarzy bez ochoty do życia. Sama Natalia przyznaje, że jeszcze kilka miesięcy temu kiedy pracowała na wysokich obrotach, ciało i głowa powiedziały basta, a przez miesiąc borykała się z bronchitem. "Zawsze dużo pracowałam, ale po skończonym dniu wracałam do domu. Nie przerywałam zajęć wypadami ani nie chodziłam na imprezy organizowane przez ekskluzywne magazyny. Jak gram, to idę do studia i wracam. Zdarza się jednak i tak, że przy dużym natężeniu ciało się męczy i w ubiegłym roku nie tylko ono zastopowało, ale również głowa. Pytałam sama siebie: Kim jesteś?, Czego chcesz? , a chciałam wiele. Tak wiele, że straciłam chęci na cokolwiek.

- Jak dotarłaś do tej konkluzji?
- Nadszedł moment, w którym sama nie wiedziałam co robię. Brakowało mi czasu na refleksje, a jako że jestem osobą bardzo zorganizowaną, zajmowałam się marką, co wymagało ogromnej odpowiedzialności, której nie mogłam zrzucić na kogoś innego. Potem szłam na nagranie programu dla Canal 7 (Resurso Natural, cykl poświęcony ekologii, który prowadziła). Dużo mnie kosztowało nauczenie się tekstu przy kompletnym braku czasu. A na koniec biegłam na plan Música en espera, gdzie grałam ciężarną kobietę. Wtedy pojawiło się pytanie: Stój! Co robisz? I zdałam sobie sprawę z tego, że jestem przede wszystkim aktorką i na tym muszę się skoncentrować, a cała reszta powinna stanowić jedynie uzupełnienie czasu, jaki zostaje.

- Odczuwasz pustkę kiedy nic nie robisz?
- Wtedy zazwyczaj po dwudziestu dniach moja głowa domaga się nowych pomysłów: zaczynam odnawiać meble albo szukać nowych historii i postaci. Uwielbiam robótki domowe. Często chodzę na giełdę staroci szukać drobiazgów do swojego domu. Dopiero kiedy jadę na piętnaście dni do Urugwaju, gdzie mamy z Ricardem mały domek, uspokajam się. Zrozumiałam, że należy umiejętnie gospodarować czas, by móc coś zrobić, wyjechać, odpocząć i wrócić.

- Czy życie zawodowe nie rujnuje wam planów? Jak udaje się połączyć ciężar sławy z życiem prywatnym?
- Dążymy do tego, by nasze harmonogramy były do siebie podobne. Budzimy się o tej samej porze, i tak samo chodzimy spać. Jesteśmy dobrymi organizatorami. W moim przypadku, kiedy rozpoczynam nowy projekt, to ja wyznaczam godziny pracy, a potem Ricardo zajmuje ten czas swoimi sprawami. Oboje staramy się również nie pracować w piątki i w weekendy. Teraz, z powodu filmu są one zajęte, ale to tylko tymczasowe. Najważniejsze to umiejętnie zarządzać sobą.

- Kiedy się poznaliście, oboje mieliście swój rytm pracy.
- Tak. Ricardo taką właśnie mnie poznał. Dopiero po roku pomysłów, zrealizowanych projektów i podróży zrozumiał, że tak będzie już zawsze. Początkowo planowaliśmy, że po skończonej pracy będziemy brać urlop, który spędzalibyśmy razem, jednak czas pokazał, że zbyt szybko pojawiają się kolejne propozycje i wyjazdy. Kiedy zaczęliśmy się spotykać, dużo podróżowałam do Rosji, jednak on często mnie odwiedzał, a ja jego. To również przyczyniło się do umocnienia naszego związku. Marzenie o czymś, co mija się z rzeczywistością jest naiwne.

- Problemem może być jednak fakt, że to co przyciągało uwagę na początku, z czasem stało się irytujące.
- Dokładnie. Jak mówi jedno z przysłów: "Kobiety zakochują się w Che Guevarze, po czym pragną by się ogolił". Na szczęście, mnie to nie dotyczy i Ricarda również. Musi być na prawdę we mnie zakochany, bo jestem prawdziwą porażką.

- Jest jeszcze coś, co wzbudza zainteresowanie. To pakt prywatności, którym oboje chronicie swój związek przed wpływem otoczenia, mediów i fanów. Nigdy nie wiadomo jak się wam aktualnie układa.
- Tak, bardzo dbamy o nasze życie prywatne, bo inaczej nie dałoby się normalnie funkcjonować. Proponowanie partnerowi wspólne pokazanie się na rozdaniu nagród lub innej medialnej ceremonii nie jest dobrym pomysłem. To gratka dla fotografów, którzy robią ci setek zdjęć, których później używają dopisując do nich własne historie. Ten zawód wymaga od nas ekspozycyjności i dlatego w miarę możliwości, staram się bywać w miejscach, gdzie mogę być sobą, Natalią. W mojej dzielnicy, tak jak wszyscy chodzę do supermarketu, jeżdżę na rowerze. Kiedy wyjeżdżamy na wakacje, to nigdy nie wybieramy miejsc, do których jeździ się, aby się pokazać. Na początku naszego związku to było trudne do uniknięcia, staliśmy się oczkiem w głowie mediów, ale z czasem i oni zrozumieli, że nie chcemy być w centrum uwagi i za wszelką cenę od tego uciekamy. Teraz szanują nas coraz bardziej. Oczywiście, kiedy już nas spotkają, nie pozwalają przejść bez choćby najmniejszego komentarza, ale nie podążają za nami, nie odczuwamy presji.

- Wierzysz w różne wyobrażenia wywodzące się z odmiennych religii: Buddę, Iemanję, boginię morza. Jakie z tego czerpiesz korzyści i w co wierzysz?
- Wyszłam za mąż zgodnie z brazylijskim obrzędem Iemanja. Wierzę, że każdy z nas tworzy swoją własną religię, choć czasami nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ja próbuję w każdej z nich znaleźć coś, co sprawi, że poczuję się lepiej i pozwoli mi się odnaleźć. Ogólnie rzecz ujmując, wierzę w energię jaka płynie z każdego człowieka. Nie wierzę w to, że jest jakiś "super ojciec", który wszystko widzi, wszystko wybacza albo wini. Nie chcę czuć się winna czegoś, czego nie popełniłam bo to sprawia, że robisz coś na przekór sobie, z przymusu oszukując innych. Wolę żyć pełnią życia i nie żałować podjętych decyzji, ani nie ranić innych. Oddanie wierzę, że niesienie dobra rodzi o wiele większe uczucie i nastrój między dwojgiem ludzi.

- Kiedy kilka miesięcy temu przygotowywałaś się do roli w filmie Música en espera, gdzie jak wspominałaś, grałaś kobietę w ciąży. Czy to natchnęło cię do tego, by pośród tylu zajęć znaleźć czas by zostać matką?
- To zaskakujące, gdyż dla roli nosiłam sztuczny brzuch, chodziłam na kursy dla kobiet ciężarnych, czytałam książki i rozmawiałam z matkami, jednak nie czuję jeszcze powołania. Jestem otoczona dziećmi: jestem matką chrzestną córeczki mojej siostry oraz dwóch moich najlepszych przyjaciółek. Do mnie to jeszcze nie dotarło. Mam ochotę mieć ochotę by obudzić się któregoś pięknego dnia z pragnieniem posiadania dziecka.

 

realizacja: Hubert Bernaciak Freelancer Poznań